Najbliższe spotkanie!

    Poniedziałek, godzina 20:00, harcówka przy ul. Jana Pawła II 26 (w piwnicy DS2)

Zbiórka wyborcza

Zbiórki wyborcze zawsze są trochę nerwowe. Z reguły zaczynają się z opóźnieniem, czekamy na wszystkich, którzy obiecali się zjawić, zdarza się, że skrupulatnie liczymy przybyłych nie będąc pewnymi, czy osiągniemy kworum. Nie inaczej było i tym razem. Wystartowaliśmy o 20:30. Na szczęście grono przybyłych było bardzo liczne i nie obawialiśmy się, czy aby na pewno nie ma nas zbyt mało. Zbiórka obfitowała w wiele ważnych dla kręgu wydarzeń. Zaczęło się od rozkazu, w którym Beata, Gosia i Jola zostały mianowane członkiniami SKIPP-u, a Julek wstąpił w zaszczytne grono członków honorowych.

Po uściskach i gratulacjach przyszedł czas na gwóźdź wieczoru – wybory. No dobra, może z tym gwoździem przesadzam, tak naprawdę od początku do końca niemal wszystko było wiadome. Ale po kolei : najpierw część nudna – sprawozdania. Przewodniczący, kapituła, kwatermistrz – bez rewelacji. Następnie przyszedł czas wyłonić nowego przewodniczącego. Aby trochę rozweselić towarzystwo, a i nadać zbiórce bardziej żywy ton, postanowiłem stanąć w szranki z Taiffunem. Po 2 seriach pytań poniosłem iście sromotną porażkę, zdobywając zaledwie 1 głos. „Uff” – pomyślałem. Zaraz potem przyszła kolej na wybory do kapituły. Startowały 4 osoby. Wiadomo było, że ktoś musi odpaść. Kubala wcale nie wyglądał na rozczarowanego i generalnie widać po nim było, że cieszy się, że to Dominika, Kasia D. i Krzyniu w najbliższym roku będą kontrolować próby członków kręgu. Pozostała kwestia kwatermistrza, nie ukrywam – najciekawsza tego wieczoru. Wynik głosowania był bardzo ciekawy, Kuba zaledwie jednym głosem wygrał z Beatą.

Po zakończonych wyborach przyszedł czas na przekazanie sznura nowemu przewodniczącemu. Marceli, któremu głos jakby na moment zadrżał, podziękował wszystkim za ostatnie 2 lata, po czym opuścił harcówkę. Jeszcze przed zakończeniem zbiórki wszyscy zaczęli sobie wzajemnie gratulować, dziękować, życzyć powodzenia. Uściskom nie było końca. Dopiero po godzinie 22 wszyscy stanęliśmy w kręgu i po odśpiewaniu „Bratniego słowa” opuściliśmy harcówkę mając świadomość, że następna nasza w niej wizyta będzie już inna niż dotychczasowe. Całkiem inna

Zbiórka poskipperowa

Po weekendzie pełnym wrażeń zebraliśmy się w harcówce, aby podsumowac całą naszą pracę włożoną w SKIPPERa. Skupiliśmy się przede wszystkim na wypisaniu plusów, minusów i wniosków. Zdecydowanym plusem była sama fabuła – rekrutacja nowych członków do tajnego Towarzystwa Hermesa pod przykrywką Konferencji Gospodarki Społecznej przypadła do gustu większości uczestników. Na plus oceniliśmy także przygotowane przez Taiffuna ogniobranie oraz cały bankiet (łącznie z pysznymi przekąskami zgotowanymi przez zespół kucharski pod przewodnictwem Błasiaka). Minusów także bylo kilka, między innymi mała ilośc uczestników, jednakże zamiast nad tym, co się nie udało sformułowaliśmy kilka wniosków na przyszłośc.

Jak zapowiadał wcześniej Marceli, ta zbiórka nie ograniczała się jedynie do rozmów o SKIPPERze, czekała na nas bowiem ‘niespodzianka Przewodniczącego’. Zostaliśmy podzieleni na grupy, po czym każda z nich otrzymała karteczkę, na której widniała nazwa jednego z kilku rodzajów gór. Zadaniem było przedstawienie go za pomocą siebie samych. Następnie każdy z osobna dostał nazwę zwierzęcia bądź przedmiotu do ulepienia z plasteliny. Kiedy już skończyliśmy i pochwaliliśmy się efektami naszej twórczości, Marceli wyjaśnił nam, po co to wszystko. Otóż okazało się, że Marceli chce zabrac Skippoli w Góry Stołowe. Nasze twarze rozjaśniły się na myśl o wspólnej wycieczce. Podzieleni na 3 grupy stworzyliśmy 3 warianty pobytu – jeden nastawiony na wędrowanie po górach, drugi na jak najmniejszy wysiłek oraz trzeci wariant ‘pół na pół’. Po przedstawieniu 3 propozycji program pozostawiliśmy jeszcze do przedyskutowania, po czym ustaliliśmy termin wyprawy – padło na 6-8 maja. Mając przed sobą wizję kilkudniowej, Skippowej integracji w górach zawiązaliśmy krąg i zadowoleni rozeszliśmy się do domów.

Beata

Zbiórka przedskipperowa

Wystarczyło tylko zejść do piwnicy Domu Studenckiego nr 2, by poczuć zapach SPISKU. Jeszcze się zbiórka nie zaczęła, a już dochodziły z harcówki podniesione głosy, odbywały się ożywione dyskusje, z rąk do rąk krążyły jakieś dokumenty. W dodatku pojawili się dawno niewidziani skippole – Rodzyna, Karolina O., Wiewióra z Kocurem… od razu widać, że zbiórka jest szczególna!

Zaczęliśmy od spraw informacyjno-organizacyjnych – że SKPPER jest dopięty niemal na ostatni guzik, że mało zgłoszeń, że impreza wyjdzie rewelacyjnie… A potem małe kalambury i przedstawianie swoich postaci przez skippoli – w końcu musimy nawzajem znać swoje skipperowe alter-ego. Podsumowując, stwierdzamy raz jeszcze, że SKKIPPER będzie fantastyczny i zmieniamy temat. W końcu niedługo zlot akademików! Marceli pokazuje zdjęcia z wizji lokalnej w Perkozie, rozmawiamy o zajęciach, niektórzy decydują się poprowadzić wybrane zajęcia. I tyle.

Może zbiórka nie była obfitowała w ciekawe formy pracy, ale i tak bawiliśmy się dobrze. Poza tym była potrzebna – SKIPPER już w tym tygodniu!

Kasia Tymek

Zbiórka Urban exploration

Pod przewodnictwem Michała i Taiffuna wyszliśmy naprzeciw przygodzie. Wybraliśmy się na zwiedzanie szkoly plastycznej. Nie byloby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że owa szkoła od kilku lat jest opuszczona, stoi pusta, a w międzyczasie był w niej pożar. Spotkaliśmy się w harcówce, skąd wyruszyliśmy o 20.15 w stronę Malty. Tam, tuż za przystanią wioślarską był obiekt naszego poniedziałkowego pożądania. Z latarkami w dłoniach i aparatami na szyi weszliśmy ostrożnie, rozglądając się za potencjalnymi mieszkańcami budynku, na szczęście, lub też niestety, nie spotkaliśmy nikogo.

Powoli zwiedzaliśmy każde piętro szkoły, tak, żeby nie przegapić niczego godnego uwagi. Podziwialiśmy graffiti i każdą inną twórczość naścienną, powoli kierując się na górę. Widok z sali teatralnej szkoły zapierał dech w piersiach – przez na wpół powybijane szybki w oknach można było obserwować pięknie podświetlone o tej porze dnia jezioro Malta. Na deser zostawiliśmy sobie piwnicę – na samym początku chcieliśmy się wycofać, ponieważ w niektórych pomieszczeniach było mnóstwo wody, ale wykorzystując stare drzwi jako kładki weszliśmy do środka. Było warto! Na podłodze leżały porozrzucane prace byłych uczniów szkoły. Co chwilę błyskały lampy aparatów dziewczyn Gosi i Rodzyny, które chciały to uwiecznić, przez co czuliśmy się jak w filmie ‘Oczy Julii’ :)

Całą wyprawę zakończyliśmy zawiązaniem kręgu przed szkołą – ciekawe co pomyślał sobie rowerzysta przejeżdżający obok widzący kilka ciemnych postaci stojących w kręgu i śpiewających coś pod nosem? :)

Beata

Biwak przedskipperowy

W piątek około 15 w kórnickiej szkole pełni zapału do pracy spotkaliśmy się w kilkuosobowym składzie. Zaczęliśmy od poszukiwań sklepu, który według naszego wywiadu znajdował się 500 metrów dalej. NIestety rzeczywistość okazała się zupełnie inna – szliśmy i szliśmy, a sklepu nie było widać, zrobiliśmy więc zakupy w napotkanej po drodze Biedronce.

Po powrocie do szkoły zaczęliśmy od stworzenia szczegółowej listy rzeczy do zrobienia podczas biwaku. Co prawda widniało na niej około 20 zadań, ale my, nieustraszeni Skippole, rozdzieliliśmy zadania i zakasaliśmy rękawy do pracy. Przede wszystkim zajęliśmy się elementami dekoracji – każdy mógł dać upust drzemiącym w sobie artystycznym talentom. Po kilku godzinach pracy zgłodnieliśmy, zatem postanowiliśmy, że z pracą na dzisiaj koniec – zjemy kolację i obejrzymy jakiś film. Zgodnie z planem po kolacji udaliśmy się na pierwsze piętro, by tam obejrzeć najnowszą hiszpańską produkcję ‘Oczy Julii” oraz komedię ‘Wampiry bez zębów.’

Następnego dnia po zjedzeniu śniadania znowu wróciliśmy do naszych zadań. Chłopcy wycinali książki, aby umieścić w nich zrobione przez siebie wskazówki, a dziewczyny podejmowały się przeróżnych plastycznych wyzwań – od malowania rycerzy, przez tworzenie plakatu z profilami twarzy Skippoli po wytwarzanie broni. Taiffun i Arnvald udali się w kierunku miasta, co by rozłożyć tam różne wskazówki dla uczestników SKIPPERa.

W porze obiadowej zamówiliśmy pizzę, a kiedy ją zjedliśmy ucieszeni zauważyliśmy, że coraz więcej pozycji z listy rzeczy do zrobienia zostaje wykreślone. Po posiłku postanowiliśmy zrobić sobie dłuższą przerwę, podczas której obejrzymy film. Po przerwie zmotywowani dotychczasowym postępem wzięliśmy się do pracy.

Uwinęliśmy się ze wszystkim dość szybko, posprzątaliśmy i okazało się, że mamy wolny wieczór. Część z nas postanowiła wykorzystać go na poszukiwania geocachingowych skrzynek. Oczywiście nie obyło się bez przygód – w czasie drogi do lasu, gdzie nasze cele były ukryte skręciliśmy nie tam gdzie trzeba, a chwilę potem samochód omal nie znalazł się w rowie. Mimo tego wróciliśmy do szkoły zadowoleni. Kiedy wszyscy byliśmy już w komplecie postanowiliśmy zorganizować kolejny filmowy seans. Obejrzeliśmy jeden horror zaproponowany przez Marcelego (od tej pory ma szlaban na wybór filmów) i komedię, w połowie której wszyscy usnęli. :)

W niedzielę rano po wykonaniu wszystkich typowo porannych czynności ze śniadaniem włącznie spakowaliśmy się, dokończyliśmy sprzątanie szkoły i wybraliśmy się na spacer po Kórniku. Do szkoły wróciliśmy już tylko po nasze plecaki, żeby z nimi udać się na autobus w kierunku Poznania.

Beata

Zbiórka klasyczna

Nasza harcówka na dwie godziny zamieniła się w teren Rzymskiego Imperium z czasów panowania Juliusza Cezara, a skip pole w dwie armie stojące naprzeciw siebie i przygotowujące się do wojny. Galowie, pod wodzą Vercingetorixa postanowili przeciwstawić się potędze imperatora i rozpoczęli burzyć most, by Rzymianom nie udało się dostać do ich twierdzy. Choć most zbudowany przez skipowych Rzymian był solidny, skippowi Galowie zbombardowali go gradem kul z prostych maszyn oblężniczych i przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Bój intelektualny w quizie dotyczącym Starożytnego Rzymu również był zacięty. Trudno stwierdzić, która armia lepiej poradziła sobie z pytaniami z dziedziny kultury, historii czy sztuki. Tuż przed ostatecznym starciem dowódcy mieli za zadanie wygłosić mowę, którą porwą do walki swych żołnierzy. Wreszcie w harcówce zawrzało: rozpoczęła się bitwa pod Alezją. Do walki stawaliśmy kolejno, a huk balonowych dział niósł się gromko po całym akademiku. Po bardzo długim i zaciętym boju zwyciężyli dzielni Galowie, zmieniając tym samym bieg historii. Na zakończenie zbiórki odbyła się uczta, jakiej nie powstydziłby się żaden starożytny władca.

Kasia Dąbek

Wiosna, ach to ty…!

Jeżeli ktoś myślał, że pory roku można dzielić tylko na wiosnę, lato jesień i zimę, musiał być zaskoczony, słysząc, że można ich wyróżnić ich aż 10,a to wszystko za sprawą fenologicznego podziału pór roku. Tak więc nie ma po prostu ‘wiosny’, mamy natomiast ‘zaranie wiosny’, ‘pierwiośnie’ czyli ‘wczesną wiosnę’, ‘pełnię wiosny’. W harcówce zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, każda zaopatrzona w aparat miała się udac w przydzielone miejsce na poszukiwanie wiosny. Tak oto jedna ekipa wyruszyła nad Maltę, a druga w kierunku Starego Miasta. Co znaleźli? Zdjęć szukaj w galerii. :)

Beata

Zbiórka – Patriotyzm dzisiaj

Wydawac by się mogło, że pojęcie patriotyzmu upadło dawno temu, kojarzy się ono z walką o Ojczyznę, a ta nie jest już dawno konieczna. Okazuje się jednak, że patriotyzm można przenieśc także na płaszczyznę dnia dzisiejszego. Na samym początku zastanowiliśmy sie co oznacza pojecie ‘wspolczesny patriotyzm’. Odpowiedzi byly rozne – milosc do Ojczyczny, poczucie odpowiedzialnosci za przyszlosc kraju czy swiadomosc swojej narodowosci. Po burzy mozgow dostalismy za zadanie przedstawienie swojej malej ojczyzny, czyli regionu lub miasta z ktorego pochodzimy. Stworzylismy kilka grup spośród ktorych kazda zaprezentowala rozne ciekawostki dotyczace swoich okolic, miedzy innymi ziem wielkopolskich, mazowieckich czy warmińsko-mazurskich.

Nastepne zadanie jakie otrzymalismy polegalo na znalezieniu takiego slowa, ktore uzywane jest tylko w naszych malych ojczyznach. Wielkopolska zdecydowanie wiodla prym – “isc na szage” i tym podobne rzeczywiscie pozostaja niezrozumiale dla ludzi niemieszkających w tych okolicach. Tym akcentem zakonczylismy pierwsza czesc zbiorki, druga zostala poswiecona na przygotowania do SKIPPera. Po zbiorce wraz z nie-sekcja pilkarzykowa wyruszylismy do Salsy. :-)

Beata

Zbiórka o zdrowym stylu życia

Błasiakowa zbiórka przebiegała pod hasłem zdrowia, szeroko pojętego. Rozpoczęliśmy niepozornie, bo od… psychotestu! Mianowicie sprawdzaliśmy, czy wiedziemy zdrowy tryb życia. Ku zdumieniu większości, test wykazał, iż styl życia żadnego z obecnych Skippoli nie jest wybitnie, tragicznie, drastycznie zły. Cieszyło nas to niezmiernie, jednak poprzestać na tym nie mogliśmy. Dlatego zabraliśmy się za promowanie zdrowego stylu życia w grupach. Burza mózgów była niezwykle intensywna! Ostatecznie powstało kilka scenek i plakatów o efektywnym dbaniu o zdrowie. Oczywiście, jak na Skippoli przystało, nie zabrakło w nich humorystycznych akcentów ;) Po (nie)artystycznych wynurzeniach czekała na nas rozgrywka ostateczna – którą grupa szybciej rozpocznie nowy dzień. Naszym zadaniem było aktywnie rozpocząć witający nas nowy dzień poprzez poranną rozgrzewkę, dokładne umycie oraz oczywiście przyrządzenie zdrowego śniadania w jak najkrótszym czasie. Walka była niezwykle zacięta. Ostatecznie jednak wszyscy zostali nagrodzeni pysznymi, zdrowymi kanapeczkami :)

Warsztaty Akademickie 2011 w Warszawie

Marcowe Warsztaty akademickie powoli wpisują się na stałe w kalendarz spotkań harcerzy – studentów. W tym roku, podobnie jak 12 miesięcy wcześniej, miały one miejsce w Warszawie, w jednej ze szkół podstawowych.

Zajęcia rozpoczęły się już przed naszym przybyciem. Pierwszym elementem programu była gra miejska mająca na celu pokazanie miasta przyjezdnym i integrację grupy. Po powrocie organizatorzy postanowili dać uczestnikom trochę odpoczynku. Mimo ich ostrzeżeń o tym, jak ciężki będzie następny dzień, większość uczestników postanowiła do późnych godzin nocnych, przy akompaniamencie gitar, wspólnie śpiewać okołoharcerskie utwory (odnoszę nieodparte wrażenie, że są to wciąż te same piosenki, i czuję się tym rozczarowany, natomiast być może po prostu mi się to tylko wydaje).

Sobota rozpoczęła się dla nas wcześnie rano. Zbudzeni przez druha oboźnego, ogarnęliśmy się, zjedliśmy śniadanie i, choć jeszcze zaspani, dzielnie ruszyliśmy na zajęcia.

W tym momencie powinien nastąpić ich opis, lecz jako, że zamiast w nich uczestniczyć poszedłem zwiedzać miasto ;) mogę opowiedzieć tylko o 2 blokach zajęciowych, które sam prowadziłem, jednak jest dużo ciekawszych rzeczy do opowiedzenia.

Drugi wieczór, podobnie jak poprzedni, zgromadził ludzi w kilku grupach. Jedni dyskutowali na temat nadchodzącego zlotu akademików, inni śpiewali – tak, wydaje mi się, że w dużej mierze to samo co dzień wcześniej – jeszcze inni, wśród nich ja, pod przewodnictwem Lucyny grali w „Mafię” w odmienionej wersji, gdzie akcja została umieszczona w świecie powieści Lovercrafta.

Kolejna noc, a za nią kolejny poranek. Jak można się domyślić, pobudka była dla większości niezwykle przykrym doświadczeniem. Humor poprawił mi się w momencie, gdy wlokąc się do kuchni w poszukiwaniu kawy, spotkałem grupę wyglądających jak zombie Skippoli, którzy kierowali się w tę samą stronę.

Niedziela nie była, jak to często bywa, dniem skupionym jedynie na pożegnaniach. Od rana trwały kolejne bloki zajęciowe. Na jednych zajęciach, prowadzonych przez Kłucjasza, uczestnicy mieli okazję poznać, czym jest inteligencja emocjonalna i jak ją wykorzystać. Jako zwolennik stoicyzmu, a przy tym całkowity racjonalista, miałem duży problem, żeby przekonać się do tego, aby postrzegać siebie i ludzi wokół przez pryzmat emocji, a nie faktów i tego, co widoczne na pierwszy rzut oka. Jednak i mi udzieliła się atmosfera zajęć, podczas których uczestnicy byli bardzo skupieni i starali się jak najlepiej zrozumieć to, co próbowała im przekazać prowadząca.

Następne, ostatnie już zajęcia, w których uczestniczyłem, pokazały kilkunastoosobowej grupie akademików, jak słabo znają język polski. Dla wielu z nas było ogromnym zaskoczeniem, jak nietypowe powiedzenia czy też słowa występują w naszym języku, a przy tym jak często popełniamy błędy, kompletnie nie będąc tego świadomymi.

Wszystko co dobre, kończy się za szybko. Tak było i z tegorocznymi warsztatami. Apel, podsumowanie, bardzo krótki zjazd RPM „Akademicy” (za co dziękuję wszystkim obecnym, jak i tym, którzy dzień wcześniej przygotowali go tak, aby trwał nie dłużej niż godzinę – kocham Was).

Po pakowaniu, jak zwykle długich pożegnaniach i składaniu obietnic rychłego spotkania, udaliśmy się, my – Skippole, w stronę dworca centralnego, by na wygodnych siedzeniach i w temperaturze przekraczającej 30 stopni, wrócić do Wielkopolski, z plecakiem wypchanym ubraniami i przyborami harcerskimi, ale i bagażem doświadczeń i miłych wspomnień.

Zbiórka piracka

W życiu SKIPPu zdarzają się takie dni , kiedy harcówka zamienia się w różne, ciekawe miejsca. Tym razem znaleźliśmy się w portach i na statkach pirackich.
Tak! To była prawdziwie piracka zbiórka. Rozpoczęliśmy ją śpiewająco, no bo przecież cóż to za piraci bez Morskich Opowieści?

Po tym muzykalnym rozpoczęciu, ochoczo zabraliśmy się do pracy. Podzieliliśmy się na grupy. Żeby jednak nie był o za łatwo, żeby się podzielić dostaliśmy od naszego kapitana różnej długości sznurki z pętołkami, a my musieliśmy znaleźć osoby z taki samym sznurkiem. Gdy już udało nam się rozwikłać zagadkę sznurków rozpoczęliśmy codzienną piracką robotę.

Pierwszym zadaniem było przehandlowanie produktów do zrobienia rumu.
Następnym naszym zadaniem było załadowanie pirackiego statku towarem. SKIPPole dowiedzieli się ile plastikowych kubków zmieści się w chuście harcerskiej.

Później ćwiczyliśmy zręczność naszych łokci. To nie pomyłka, przeciągaliśmy linę łokciami.
Budowaliśmy statki niezwykle trudną, japońską metodą budowania statków – origami. Wojenne okręty przydały się podczas walk, które odbyły się na naszym SKIPPowym morzu (swoją drogą nie tak łatwo trafić papierową kulką w statek stojący na pieńku).

Gdy nie wszystkie statki udało się zatopić przyszedł czas na abordaż. Po długiej i trudnej bitwie jednej z ekip udało się zabić kapitana drugiej załogi.
W międzyczasie podśpiewywaliśmy sobie szanty, karmiliśmy papugę krakersami, a na sam koniec trzeba było podzielić się łupem. Tu trzeba było wykazać się sprytem, aby przypadkiem nikt nie poczuł się poszkodowany.

Uf…. po ciężkim dniu mogliśmy ze spokojem zaśpiewać, że „Czas stawiać żagle i z portu wyruszyć nam w rejs…”

Sławka

Zbiórka egzystencjalna – DMB

Zbiórka filozoficzna była jedną z tych, której szczególnie domagaliśmy się my, Skippole, pragnąc zagłębić tajniki ludzkich umysłów. Pomógł nam w tym Taiffun, który rozważania o filozofii rozpoczął jakże pozytywnym zdaniem „Masturbacja ma się tak do seksu jak filozofia do rzeczywistości.”.

Przemyśliwszy owe słowa poddaliśmy się kilku grom, które miały na celu zbadanie naszej nadracjonalności. Pierwsza z nich polegała na napisaniu przez każdego uczestnika liczby, przy czym wygrywała najmniejsza, lecz niepowtrzająca się -wygrała Sławka z liczbą 3. Następnie zostaliśmy podzieleni na pary. Każdy wczuł się w jednego z dwóch podejrzanych zatrzymanych przez policję. Policja, nie mając wystarczających dowodów do postawienia zarzutów, r.ozdziela więźniów i przedstawia każdemu z nich tę samą ofertę: jeśli będzie zeznawać przeciwko drugiemu, a drugi będzie milczeć, to zeznający wyjdzie na wolność, a milczący dostanie dziesięcioletni wyrok. Jeśli obaj będą milczeć, obaj odsiedzą 6 miesięcy za inne przewinienia. Jeśli obaj będą zeznawać, obaj dostaną pięcioletnie wyroki. Każdy z nich musi podjąć decyzję niezależnie i żaden nie dowie się czy drugi milczy czy zeznaje aż do momentu wydania wyroku.

Kiedy już okazało się kto znas ‘siedzi’ i jak długo, przeszliśmy do eksperymentu na relatywność. Na podłodze stały 3 miski z wodą – zimną, letnią i gorącą. Dla tych, którzy najpierw włożyli rękę do zimnej wody, ta letnia wydawała się być znacznie cieplejsza niż dla tych, którzy swą rękę skierowali najpierw do wody gorącej.

Kolejnym testem jakiemu poddał nas Taiffun był eksperyment myślowo etyczny. Wagonik kolejki wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół po torach. Na jego drodze znajduje się pięciu ludzi przywiązanych do torów przez szalonego filozofa. Ale możesz przestawić zwrotnicę i w ten sposób skierować wagonik na drugi tor, do którego przywiązany jest jeden człowiek. Odpowiedzieliśmy na pytanie: co byśmy zrobili? Po podjęciu decyzji zapytano nas co byśmy zrobili, kiedy jedyną możliwością na uratowanie tej 5 byłby zepchnięcie człowieka stojącego obok nas. Dostaliśmy jeszcze kilka takch moralnych dylematow, po czym spośród kilku cytatów każdy wybrał coś dla siebie.

Kolejną grą była gra FINITO – polegała ona na wybraniu spośród kilkunastu proponowanych zakończeń cytatu ten właściwy. I tak oto dowiedzieliśmy się, że ‘W każdej nauce jest tyle prawdy, ile jest w niej matematyki.’ jak to mawiał Kant, czy że ‘Z geniuszu w praktycznym życiu tyle jest pożytku, ile z teleskopu w teatrze.’.

Po grze Taiffun opowiedział nam o idioktualizmie, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, po czym skwitował to jednym zdaniem ‘jesli ktos zrozumialo czym mowilem moze wyjsc bo zbiorke kieruje do osobnikow normalnych’. Tym pozytywnym akcentem zakończyliśmy zbiórkę, mając (złudną?) nadzieję, że filozofia skrywa przed nami mniej tajemnic niż półtorej godziny wcześniej.

Beata

Zbiórka walentynkowa

14 lutego, jak wiele par, także Skippole nie zapomnieli o święcie zakochanych. Tego dnia zbiórkę przygotowywały dziewczyny z zespołu programowego, czyli Dominika i Iza, z udziałem nieobecnego Taiffuna. Plany były wielkie – niestety frekwencja (czyżby ze względu na sesję?) wręcz przeciwnie. Nie przeszkodziło to nam jednak w dobrej zabawie. Rozpoczęliśmy od układania romantycznych wierszy z nie całkiem romantycznych słów. Pech chciał, iż grupa dziewcząt wylosowała naprawdę trudne słowa (bo jak użyć crossing-over w miłosnym wyznaniu?), w przeciwieństwie do chłopaków. Poradzili oni sobie z zadaniem błyskawicznie, choć chyba pojęcie romantyczności rozumieli w nieco inny sposób niż prowadzące ;) Następnie przystąpiliśmy do zdecydowanie słodszej części zbiórki –lukrowania serduszkowych ciasteczek i przyrządzania naleśników – czyli jak przygotować słodką (bardzo słodką!) niespodziankę dla ukochanej osoby. Oczywiście jednak musiały one zaczekać z takim podarkiem, gdyż wszystkiego zdążyliśmy sami spróbować . Tak słodkiej zbiórki dawno nie było :)

Zbiórka na łyżwach

Korzystając z zimowej pogody i nic nie robiąc sobie z globalnego ocieplenia postanowiliśmy wybrac się na łyżwy. Początkową naszą ofiarą miało paśc lodowisko na Chwiałce, jednak jak na złośc zostało ono zamknięte. Nie poddając się skorzystaliśmy z alternatywy – udaliśmy się na Maltę. Po wypożyczeniu łyżew weszliśmy na taflę lodu, najpierw stąpaliśmy nieco niepewnie, ale po kilkunastu minutach mogliśmy równac się z prawdziwymi mistrzami jazdy figurowej na lodzie. Ta godzina zabawy na lodzie doskonale wpłynęła na nasze zmęczone mózgi i oddaliła myśli o zbliżającej się, bądź właśnie się zaczynającej sesji. Kiedy już wszyscy odpowiednio się zmęczyliśmy i zmarzliśmy udaliśmy się do Arnvalda, by rozgrzac się gorącą herbatą i podzielic wrażeniami z minionego łyżwowego szaleństwa.

Beata

Organizacja czasu

Jest styczeń, sesja zbliża się nieubłaganie. Wychodząc naprzeciw naszym potrzebom, Krzyniu przygotował zbiórkę dotyczącą zarządzania sobą w czasie.

Żeby się niepotrzebnie nie denerwować, wprowadzamy zakaz wypowiadania słowa „sesja” (będzie obowiązywał przez kilka kolejnych zbiórek). I zaczynamy!

Najpierw trochę teorii – 7 teorii skutecznego działania i zasady ustalania celów. Każdy z nas już kiedyś o tym słyszał i miał już wyrobioną opinię, niezupełnie zgodną z opinią prowadzącego; Krzyniu miał niemałe problemy, żeby nas przekonać, że zadania ważne i niepilne powinny być wykonane szybciej niż te i nieważne. Potem przyszedł czas na odrobinę praktyki – wypisujemy zadania i obowiązki, które czekają nas w przyszłym tygodniu, a potem próbujemy je rozsądnie poukładać. I znów nieco wiedzy – dowiadujemy się, że doskonale nam znana tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później ma swoją naukową nazwę (prokrastynacja). I że pewne programy komputerowe mogą nam bardzo ułatwić życie i pomóc zaoszczędzić mnóstwo czasu. A na koniec zbiórki dyskusja – czy dieta, zdrowy sen albo ruch mają jakiś związek z organizowaniem swojego czasu? A tak, mają, i to całkiem sporo.

Czy coś z tej zbiórki wynieśliśmy, okaże się podczas ses… yyy, okaże się niedługo.

Kasia Tymek

Zbiórka taneczna

W ten poniedziałek każdy SIKPPol wzniósł się na wyżyny tanecznych umiejętności. W hufcu jeżyckich harcerzy czekał na nas Misiek z przyjaciółmi, po to by zaznajomic nas z tajnikami ognistej salsy. W ramach rozgrzewki odtańczyliśmy taniec słońca korzystając z choreografii teledysku Shakiry “Waka waka”. Kiedy wszyscy byli już gotowi przyszła pora na naukę pierwszych kroków, a w momencie każdy już widział “jak to ugryźc” daliśmy ponieśc się muzyce. Po salsie przyszła pora na odkrywanie tajemnic dwóch innych tańców: merengui i bachaty. Rozeszliśmy się w doskonałych nastrojach z kubańską muzyką w uszach. Hasta la vista amigos!

Beata
[od Kubali:] Niestety nie zbiórka niezupełnie zakończyła się szczęśliwie – chciałem wrócić z niej swoim rowerem, który postawiłem w korytarzu Hufca ZHP Poznań-Jeżyce. Nie było mi to jednak dane, bo coś zostało mi zabrane… Niezbyt lubię jeździć tramwajami w jedną stronę.

Wyprawa geocachingowa

Celem naszej wyprawy były trzy skrzynki : przy Kościele Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, ‘Modny Pan i Syn’ i ‘Galeria na Krańcowej.

Tramwajem udaliśmy się na Zawady, gdzie podzieliliśmy się na dwie ekipy – częśc z nas udała się do ‘Galerii na Krańcowej’, pozostali do skrzynki przy kościele. W połowie drogi pozostał jeszcze nieodkryty ‘Modny Pan i Syn”. Po chwili wysiłku każdej z ekip udało się podjąc przydzielone kesze i przyszła pora na zamianę – ci, którzy galerię mieli już za sobą udali się w kierunku kościoła i na odwrót. Tym razem poszukiwania niestety się nie powiodły, mimo to wszyscy wracali do domów z uśmiechem na twarzy i satysfakcją z dokonanych przez siebie wpisów do logbooków. :)

Beata

Zbiórka o stopniach harcerskich

Zbiórka dotycząca stopni harcerskich była wynikiem dyskusji jaka powstała na kanwie pomysłu narodzonego w Lublinie – indeksu akademika, czyli swoistej karty próby specjalnie dla harcerzy studentów. Łania, jako jedna z najzagorzalszych przeciwniczek indeksu postanowiła podjąć temat na pełnowymiarowym spotkaniu. Pomimo jasnej deklaracji po stronie przeciwników udało jej się moderować dyskusję dostatecznie neutralnie dzięki czemu uniknęliśmy strat w skippolach. Obrady oscylowały początkowo wokół nakreślenia funkcji stopni, z uwzględnieniem różnego wieku osób podejmujących je. Zagłębieni w przedmiot, rozpatrzyliśmy na przykładowo ułożonych próbach HO i HR dla licealisty i studenta różnice i podobieństwa między nimi odnosząc całości do wymagań na poszczególne stopnie. Tak powstała solidna podstawa do merytorycznej burzy mózgów nad próbami harcerskimi z „indeksem akademika” w tle z perspektywy akademików. W grę wszedł zajączek na patyku jako berło głosu, a jego odpadająca łapka rozładowywała niejednokrotnie i skutecznie napięcie między interlokutorami. Wnioski każdy wyciągał indywidualnie, podsumowanie stanowiło tylko dokończenie zdania „przy próbach będę zwracał uwagę na…” na forum kręgu.

Wigilia 2010

Pomimo leżącego wszędzie śniegu i trzaskającego mrozu, Skippole jak co roku o dwudziestej,zebrali się na wspólnej Wigilii, by razem obchodzić te najbardziej rodzinne ze świąt. Odświętnie udekorowana, przytulna sala w Hufcu-Jeżyce przyjęła zmarzniętych Akademików i gości, a solidny stół z trudem dźwignął pyszności przynoszone w ramach tradycyjnej „zrzuty”. Mnóstwo uścisków, powitań, radosnego śmiechu i kolęd wypełniło pomieszczenie. Taka mieszanka w tym radosnym okresie działa zawsze szybko i skutecznie, jeśli chodzi o poprawę nastroju. W ten dzień nikt nie powinien się smucić. Dziewczyny uwijały się w kuchni jak mróweczki, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Wreszcie, gdy zebraliśmy się wszyscy, rozpoczęliśmy Wigilię. Składając sobie życzenia i dzieląc się świeżym chlebem zamiast opłatka, przekazywaliśmy sobie dobre uczucia, emocje i myśli, by mieć siłę na cały nadchodzący rok. Potem. wysłuchaliśmy „wigilijnej bajki”, śpiewaliśmy kolędy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. W końcu znaleźliśmy na to czas. Nadeszła również chwila wyczekiwana przez wszystkich Skippoli. Rozdawanie prezentów. W roli Świętego Mikołaja wystąpił Przewodniczący Kręgu, a w ramach współpracy międzyludzkiej Śnieżynką Wspomagającą została Ayu. W tym roku motywem przewodnim przygotowanych prezentów były rozmaicie pojęte paski. Akademicy wykazali się w tej materii ogromną wyobraźnią, więc radość z podarków była wielka i szczera. Pomimo usilnych próśb Zastępczyni Przewodniczącego, w repertuarze nie znalazły się popularne „christmas songs”, w związku z czym kolędowaliśmy po polsku ile sił w płucach.

Mniej więcej w okolicach godziny dwudziestej trzeciej dopadło nas zmęczenie i powoli rozchodziliśmy się, przesyłając sobie na pożegnanie ponownie życzenia radości, szczęścia, zdrowia, miłości, mając nadzieję, że spełnią się zarówno innym jak i nam.

Wilkołaki, wampiry i inne stwory

Zbiórka poświęcona wampirom, wilkołakom i innym przerażającym, choć oczywiście prawdziwym, stworzeniom rozpoczęła się jak zwykle w poniedziałek o godzinie 20:15. Prowadzący przez kilkanaście minut opowiadał historie dawnych wierzeń ludowych. Uczestnicy zbiórki mieli okazję posłuchać m.in. o Elżbiecie Batory, a także hrabim Draculi, czyli Władzie Palowniku. Po opowieściach przyszedł czas na tworzenie własnego, hiper ultra mega fajnego i niezniszczalnego wampira. Uczestnicy wybierali cechy, którymi miałby charakteryzować się ich stwór. Następnym zadaniem było przebranie kilku osób za wampiry. Po przywdzianiu prześcieradeł, umalowaniu twarzy i doczepieniu szponów, harcerze, podzieleni na zespoły, zostali wysłani w stronę starego rynku. Spotkanie zaplanowano na wzgórzu Przemysła, jednak pojawić się tam mogli tylko ci, którzy byli gotowi zaprezentować prowadzącemu 10 zdjęć, na których wampir gryzie napotkanych przechodniów! Tuż przed godziną 22 wszystkie zespoły zaprezentowały swoje dzieła. Po obrzędowym zakończeniu zbiórki wszyscy uczestnicy rozeszli się, każdy w swoją stronę.

Zbiórka Kapituły Kręgu

Spotkanie poprowadzili członkowie kapituły, aby przybliżyć Skippolom sposób działania kapituły oraz zachęcić do otwierania prób członkowskich, stopni, sprawności i znaków służb. Na początku zbiórki podnosiliśmy swoją kreatywność podczas ćwiczeń. Pomogły nam one w dalszej części zajęć. Następnie odnajdywaliśmy ukryte w harcówce listy, jakie tradycyjnie są pisane do Przewodniczącego przez osoby chcące wstąpić w szeregi SKIPPu. Warto dodać, że nie były to zwykłe listy – pisane szyfrem, haftowane na chuście czy wypalane w drewnie.

Po wyborze najładnieszych i najciekawszych pomysłów zostaliśmy podzieleni na grupy, które miały na celu nabyć na giełdzie zadania do próby na stopień HO. Próby musiały być zgodne z wymaganiami, kompletne i ciekawe, przy czym nasze środki na zakup zadań ograniczone. Licytowaliśmy więc zaciekle i koniec końców powstały 4(?) bardzo ciekawe próby. Omówiliśmy je pokrótce oraz rozpoczęliśmy dyskusję na temat ‘Indeksów Akademickich”, czyli projektu karty próby na stopnie w formie książeczki przypominającej indeks studenta. Omówiliśmy ich plusy i minusy i zdecydowaliśmy, że nie będzie to forma obowiązująca w naszej Kapitule. Tradycyjnie zakończyliśmy spotkanie krótkimi ogłoszeniami zdecydowanie bardziej zmotywowani do samorozwoju i otwierania prób.

Kasia Dąbek

Biwak integracyjny 2010

Kontynuując tradycję corocznych biwaków mających na celu roczne poznanie się nowoprzybyłych do kręgu sympatyków z tymi, którzy już w SKIPP-ie zjedli zęby, w dniach [tu wpisz datę, bo teraz nie pamiętam] wybraliśmy się do Murowanej Gośliny. Dojechaliśmy tam w kilku częściach autobusem podmiejskim w piątek(Błasiak dotarła dopiero w sobotę, aby poprowadzić zajęcia integracyjne).

Zajmowaliśmy się różnymi rzeczami wliczając w to grę w jungle speeda, zabawami integracyjnymi czy oglądaniem filmów. Kasia Tymek przygotowując się do egzaminu na instruktora aerobiku, przeprowadziła zajęcia z tej trudnopojmowalnej przez mężczyzn dyscypliny. W sobotę odbyliśmy spacer do centrum Murowanej Gośliny, gdzie odwiedziliśmy miejscowy cmentarz, rynek i plac zabaw obok kościoła. Taiffun zainstalował na głównym placu miasta skrzynkę do geocachingu. W drodze powrotnej odwiedziliśmy jednyną czynną o tak wczesnej porze pizzerię celem spożycia obiadu.

Przybyła po południu Błasiak przeprowadziła wspomniane już zajęcia integracyjne, dzięki którym mogliśmy się lepiej poznać i popróbować swoich sił w grach negocjacyjnych. Obiad niestety nie wszystkim wyszedł na dobre – Kasia Tymek zaszkodziła kuchnia włoska… W trakcie spaceru na jednym z plakatów wyborczych znaleźliśmy wizerunek druha Ryszarda Pomina, byłego przewodniczącego HKA „SKIPP”, który jest radnym powiatu poznańskiego i mieszka w Murowanej Goślinie. Nie zastanawiając się długo, zaprosiliśmy go na wieczorne spotkanie, żeby porozmawiać o naszych planach w związku ze Zlotem Akademików i zapoznać się nieco z historią kręgu.

Kapituła w obecnych osobach wspomnianej Kasi i mojej przygotowała spory fragment poniedziałkowej zbiórki. Wspólnie zastanawialiśmy się nad szczegółami nadchodzącego Skippera 2011. W ogólnie pojętym międzyczasie Dominika ze Sławką zgłębiały temat poszukiwań męża :-) , natomiast Sebastian zadziwiał wszystkich swoim kubkiem zrobionym z obiektywu od aparatu fotograficznego. Generalnie biwak spełnił dobrze swoje cele i z ochotą wypatrujemy następnego :-) .

BIBA Art

W ten weekend każdy SKIPPol, który był w Toruniu, poczuł się jak prawdziwy artysta. Już w pociągu kilkuosobowa reprezentacja kręgu wymyślała swój własny slam i manifest poetycki. Postanowiliśmy zbojkotować piosenkę “Last Christmas” i całą komercyjną otoczkę świąt. Wysiadłwszy z pociągu i kierując się w stronę szkoły, która na czas imprezy zamieniła się w Republikę Zarzecza, spotkaliśmy akademików z warszawskiego kręgu ‘Carpe Diem’. W czasie rejestracji przy recepcji każdy z nas otrzymał legitymację uprawniającą do pobytu na terenie Republiki. Wieczorem po rozpakowaniu się udaliśmy się na prezentację naszych manifestów. Utwór ‘Last Christmas’ został przedstawiony przez nas w dość nietypowy sposób – użyliśmy nawet prawdziwych kurzych serduszek, co zaskoczyło niektórych uczestników. Kiedy każda ekipa dała już upust swoim artystycznym emocjom udaliśmy się do kawiarenki “Zarzecze” co by troszkę się pointegrowac :)

W sobotę rano każdy z nas udał się na zajęcia warsztatowe. Można było wybierac spośród takich zajęc jak między innymi “Świat jest teatrem”, “Szubi dubi Dance” czy “Fabryka stylu”. Kiedy warsztaty dobiegły już końca wszyscy razem ruszyliśmy do Centrum Sztuki Współczesniej “Znaki Czasu”, a następnie udaliśmy się na pyszny obiad. Po posiłku przyszedł czas na główną atrakcję imprezy – koncert “Domu o zielonych progach”. Bawiliśmy się świetnie, jednakże szybko co dobre szybko się kończy, więc byliśmy zmuszeni by wrócic do szkoły. Tam dokonaliśmy prezentacji naszego slamu poetyckiego napisanego przez Taiffuna i Arnvalda oraz odbyły się wybory do rządu Zarzecza i głosowanie na najlepszy manifest i slam poetycki. Późnym wieczorem przyszła pora na sąd nad poglądem “Sztuka się skończyła”. Po pełnej emocji dyskusji udaliśmy się do kawiarenki na nocne pogaduchy i śpiewanki.

W niedzielę po niemalże nieprzespanej nocy udaliśmy się na apel, gdzie zostały ogłoszone wyniki głosowania z dnia poprzedniego. Władzę w Republice Zarzecza otrzymał w wyniku demokratycznego głosowania BILIP, SKIPP ułożył najlepszy slam poetycki, natomiast w manifeście bezkonkurencyjny okazał się krąg ‘Carpe Diem’.

W ten oto sposób udaliśmy się do domu z wygranym kuferkiem pełnym toruńskich pierników oraz głowami pełnymi artystycznych wspomnień. Niech sztuka będzie z wami!

Beata

Moda na design

Coco Chanel, Prada, Alexander McQueen, Paprocki&Brzozowski, Ewa Minge – jeżeli którykolwiek Skippol miał watpliwosci co do tego co oznaczaja te nazwy i kim sa ci ludzie w trakcie zbiorki na pewno sie ich pozbyl. Ryba i Brzydula wprowadzily nas w swiat mody. Na samym poczatku krotka prelekcja – kto jest kim, gdzie i dla kogo pracuje, z czego slynie.

Po sporej dawce informacji zostalismy podzieleni na grupy. Kazda grupa musiala stworzyc swoj dom mody oraz przybrac sobie nazwe. Nastepnie kazdej grupie zostal przyporzadkoway jeden projektant, o ktorym byla mowa w prezentacji. Pierwsze zadanie polegalo na tym, ze sposrod karteczek porozwieszanych na korytarzu nalezalo wybrac tylko te, na ktorych byly informacje o przydzielonym druzynie mistrzu mody.

Kolejna konkurencja polegala na namalowaniu na szarym papierze modowej stylizacji, jednakze to bylo nic w porownaniu z tym, co czekalo nas za chwile.

W ostatnim zadaniu musielismy uzyc zapasow kreatywnosci i calego zmyslu modowego jaki posiadalismy. Z kazdej druzyny zostala wyloniona modelka, tudziez model, ktora/ ktory powinna, badz powinien zostac wystylizowana/-y. Do wykorzystania mielismy worki na smieci, folie aluminiowa, koraliki, papier toaletowy i kilka innych przedmiotow, ktore byly w harcowkowym magazynie. po tym jak kazda z grup ‘uszyla’ swoim modelkom i modelom po dwie kreacje przyszedl czs na pokaz mody, ktory byl znakomitym podsumowaniem zbiorki.

Beata

SKIPP na Diablaku 2010

Miejsce tegorocznego Diablaka zachęciło aż piątkę SKIPPoli do przejechania połowy kraju na dobrą imprezę. Do Marty, Kubali, Joli, Kasi i Taiffuna dodatkowo dołączyła Kasia z Torunia nierozerwalnie tworząc patrol. Co ciekawe, po przesiadce w Krakowie dopiero w połowie drogi do Zakopanego odkryliśmy że kilka przedziałów dalej w tym samym pociągu jadą Warszawskie Karpie. Organizatorzy zapewnili różnorodne atrakcje, przystawką była gra po mieście i nie turystycznej stronie Gubałówki. Była okazja do spróbowania oscypka, zobaczenia domu postawionego na dachu i cyknięcia sobie zdjęcia z maskotą na krupówkach tak, żeby nie wydać na to ani grosika. Całość gry miała na celu znalezienia zagubionego gdzieś Witkacego. Dzień drugi spędziliśmy twórczo w miejscu zakwaterowania. Od rana wszystkie ekipy pracowały nad projektami samolotów urzewistniając wizje naszkicowane na brystolach. SKIPP postawił na klasyczny dwupłatowiec z użyciem kart coby hazardowo wpisać się w dwudziestolecie międzywojenne przyświecające całej imprezie. W szóstkę przy użyciu taśm, kartonów i innych dziwnych rzeczy stworzyliśmy wehikuł umiejscawiając w kabinie pilota legomana, a jego bliźniakowi zleciliśmy fuchę mechanika. Maszyna została doceniona w kategorii estetycznej, nagroda główna przypadła patrolowi archiwum za muminolot wzorowany na tajnych materiałach z wytwórni Monty’ego Pythona. Po zmaganiach odbyła się seria warsztatów, m.in. dotyczące Zakopanego, taneczne, chemiczne z mnóstwem kolorowego dymu i wybuchów, plastyczne z nawiązaniem do poezji młodopolskiej oraz wynalazcze. Zwieńczeniem dnia była gra strategiczno-ekonomiczna oparta na handlu obrazami. Ostatni dzień zaczął się najwcześniej, bo wymagała tego całodzienna wyprawa w Tatry. SKIPPole spośród dostępnych tras wybrali najbardziej wymagającą. Obejmowała Czerwone Wierchy położone na granicy polsko-słowackiej, pod wodzą przewodnika o pseudonimie Cichy. Według większości poziom trudności został idealnie dobrany – nie było lekko, ale wszyscy przetrwali choć ostatni etap przebyliśmy już po zmroku. Wszystko to złożyło się na fakt, iż Diablak imprezą był zacną niezwykle, i z takim przekonaniem opuszczaliśmy Zakopca.

Od wieży Babel do Internetu, czyli jak się dogadać z mieszkańcem Kamczatki?

Języki obce odgrywają coraz ważniejszą rolę w życiu ludzi. Długie godziny spędzone nad próbą zrozumienia gramatyki niemieckiego, nauką słówek angielskiego czy przyswojenie pisowni rosyjskiego procentują w przyszłości, ale czy nie można by było tego ułatwić? Grzesiek przekonał nas, że można, a to za sprawą języka uniwersalnego – esperanto.

Na samym początku zbiórki stworzyliśmy wspólnie językową mapę świata, która uświadomiła nam w ilu językach rozmawiają ludzie na świecie. Po tym jak każdy z nas przedstawił najefektywniejszy według siebie sposób na naukę języków obcych przystąpiliśmy w grupach do tworzenia swojego własnego języka. Pomysłów na stworzenie jak najprostszego kanału komunikacji nie było końca – od zlikwidowania odmiany czasownika po ograniczenie ilości słów.

Teraz przyszła pora na zapoznanie się z międzynarodowym językiem. Dowiedzieliśmy się, że jest to miks różnych języków świata, a jego gramatyka jest tak prosta, że podstawy zdołaliśmy przyswoić w ciągu kilkunastu minut!

W ramach podsumowania dostaliśmy odpowiedź na trzy pytania : kie? kiel? kial? Czyli gdzie jak i po co uczyć się języka Esperanto.

Beata

Bieg Nocny 2010

W nocy z 5 na 6 listopada 2010 roku, tradycyjnie odbył się bieg nocny „Śladami historii miasta Poznania”. Ta odbywająca się co roku w okolicach Święta Niepodległości gra miejska trwale wpisała się w kalendarz harcerskich imprez w Poznaniu. Wiele drużyn i kręgów instruktorskich nie wyobraża sobie nie wziąć udziału w Biegu, a SKIPP nie jest w tym przypadku wyjątkiem.

W tym roku tematyką Biegu była szeroko pojęta kultura i sztuka. Uczestnicy, oprócz zmagań o jak najlepszy wynik zapoznawali się również z historią i współczesnością świata sztuki w Poznaniu. Każdy punkt na trasie Biegu związany był z dziełem sztuki, ważnym z punktu widzenia kultury miejscu, lub znanym artystą.

Skippole do Biegu wystawili dwie ekipy: w pierwszej z nich znaleźli się: Kasia Dąbek, Jola Bączkiewicz i Jacek Kowalski. Drugą drużynę stworzyli Kasia Tymek, Dominika , Marceli i Krzyniu. Obie ekipy miały wsparcie w postaci Beaty i Taiffuna, którzy zajęli pozycje w pokoju Marcelego i korzystając z Internetu stanowili telefoniczną pomoc merytoryczną (która, oczywiście była całkowicie zgodna z regulaminem Biegu).

Po wizycie w bazie Biegu znajdującej się w szkole na ulicy Solnej, ruszyliśmy w okolice kościoła Dominikanów, gdzie odbył się apel otwierający, a także przeprowadzony został wejściowy test. Po rozwiązaniu testu każda grupa udała się na przydzielone miejsce początkowe. Dokładnie o godzinie 22 na telefony ekip przyszły SMSy ze wskazówkami dotyczącymi pierwszych punktów. Od tej pory każdy kolejny punkt musiał być znaleziony na podstawie wskazówek z punktu poprzedniego. Ponadto na każdym punkcie czekało pytanie, na które odpowiedź należało wpisać na kartę. Do punktacji liczyła się zarówno ilość znalezionych punktów, jak również poprawność udzielonych odpowiedzi.

Punkty były rozsiane po całym mieście. Obie drużyny Skippoli trafiły na punkty znajdujące się w okolicach centrum miasta. Odnajdywanie kolejnych punktów nie stanowiło większego problemu, toteż obydwu ekipom udało się zaliczyć kilkanaście punktów.

O godzinie 3:00 bieg zakończył się, a wszystkie grupy stawiły się w ustalonych punktach w celu oddania organizatorom kart odpowiedzi. Na tym jednak nie koniec. Z miejsc zbiórki wszyscy uczestnicy udali się do kina „Olimpia”, gdzie czekało ich ostatnie zadanie. Zadaniem tym było namalowanie na budynku kina za pomocą farby w sprayu fragmentu Ratusza. Każda ekipa miała fragment muru, na którym tworzyła swoje dzieło. Efekt końcowy był porażający, a kino „Olimpia” do dziś jest nie do poznania.

Po wykonaniu tego zadania uczestnicy mogli udać się do miejsc noclegowych, by oczekiwać na ogłoszenie wyników, które miało miejsce o godzinie 8:00 rano. Niestety, żaden przedstawiciel Skippowych ekip się tam nie zjawił – wszyscy woleli się wyspać. A szkoda, bo krążą słuchy, że zajęliśmy wysokie miejsce.

Krzyniu

Zbiórka naborowa (2010)

Pewnego dnia po 3 nudnych wykładach Kasia T. zaczepiła mnie zadający pytanie brzmiące mniej więcej : ‘Czy ty nie byłas przypadkiem kiedys harcerką?’ Byłam, i owszem, dobrych kilka lat. ‘Może chciałabyś należec do kręgu akademickiego? Bo PRZYPADKIEM jutro mamy zbiorkę naborową. Spotykamy się o 20 na Placu Dwóch Krzyży.’ W środę chwilę przed 20 stawiłam się na placu. Pod pomnikiem Mickiewicza stała około 20osobowa grupa ludzi, konkretnie mężczyzn. Szybka kalkulacja i jeden wniosek – to nie to, czego szukam. Na murku obok siedziały dwie dziewczyny – byc może to one, ale czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Nieopodal kręcił się szczupły, długowłosy chłopak – harcerz? nie harcerz? Na szczęście kilka metrów dalej zauwazylam dwie sylwetki – jedna męska – w czarnym płaszczu i kapeluszu, druga zdecydowanie kobieca, a to, co wystawało spod jej kurtki wyglądało jak spodnica mundurowa. Powoli podeszłam, przywitałam się, a po chwili dołączyła reszta. Wysłuchaliśmy Agnieszki i Grześka, którzy wytłumaczyli nam co dalej. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, z których każda miała udac się w innym kierunku. Drużyna pierwsza powędrowała pod teatr, my natomiast pod pomnik kryptologów znajdujący się pod zamkiem. W kilkuosobowej, żeńskiej grupie zastanawiałyśmy się, który człowiek spośród spacerujących w okolicach pomnika to ten, którego szukamy. Padło na wysokiego chłopaka w okularach. BINGO! Kubala miał dla nas zadanie – przy pomocy hełmu, sznurka, świeczek, zapałek i klawiatury miałyśmy pokazac czym według nas jest krąg akademicki.Kolejnym punktem spaceru miał byc Stary Marych. Tam czekał na nas Zbyniu z opowiadaniem napisanym w gwarze poznańskiej i lista słówek do przetłumaczenia. Dalej udałyśmy się pod Stary Browar. Tam, mimo dośc dużej ilości osób spacerujących po Półwiejskiej nie musiałyśmy dlugo się zastanawiac kogo szukamy. Zamaskowany człowiek z młotkiem w ręku zwracał na siebie uwagę. Dostałyśmy od niego do rozwiązania zagadkę, a następnie wskazówkę, gdzie mamy się udac, co zrobiłyśmy niezmiernie szybko, ponieważ Taiffun widział w nas biegające gwoździe i usiłował użyc na nas młotka. Pod budynkiem AWFu czekała na nas uśmiechnięta, krótkowłosa dziewczyna. Domi dała nam kilka zdjęc Skippoli i karteczki z imionami i ksywkami – zadanie polegało na dopasowaniu ich do siebie. Następnie dostałyśmy list, z którego wynikało, że mamy przekazac pewna wiadomośc alfabetem Morse’a z mostu Królowej Jadwigi, oraz latarkę.

Kiedy już uporałyśmy się z wiadomością spotkałyśmy Domi, która zaprowadziła nas do harcówki. Tam okazało się, że w każdej grupie był zakamuflowany Skippol. Po krótkim przedstawieniu się każdego z osobna grupy opowiedziały o swoich wycieczkach. Zaśpiewaliśmy kilka piosenek, po czym przyszła pora na sprawy organizacyjne. Zawiązaliśmy krąg i zbiórka dobiegła końca, ale ja wiem, na pewno tu wrócę! :)

Beata

Walne Zebranie HKA „SKIPP” (2010)

Pod koniec października a dokładnie 25 tego miesiąca skippolom przypomniała o sobie Nasza konstytucja. Na ten dzień przewodniczący wyznaczył Walne Zebranie HKA SKIPP. W harcówce stawiła się większość uprawnionych do głosowania (brązowe chusty) jak i spora ilość Naszych Sympatyków, co Nas niezmiernie cieszyło.

Na samym początku przewodniczący po potwierdzeniu obecności wymaganej do głosowania, przy herbacie i poczęstunku, wyznaczył druhnę Agnieszkę Błasiak do poprowadzenia wyborów. Jej kandydatura przeszła jednogłośnie. Podczas tych wyborów Skippole mieli wybrać nowego przewodniczącego, kwatermistrza oraz członka kapituły. Przed głosowaniami przewodniczący oraz członek kapituły przeczytali sprawozdania za poprzedni rok akademicki . Było się czym pochwalić , nie zabrakło również tego czego nie zrobiliśmy ale zamierzamy w obecnym roku J . Po tym przeszliśmy do konkretnych wyborów. Jedynym kandydatem na szefa kręgu był obecny przewodniczący HKA SKIPP Marceli Ratajczak , który po odpowiedzi na kilka pytań dotyczących aktualnych planów dla kręgu, w głosowaniu tajnym został wybrany na funkcję ponownie . Także w głosowaniu tajnym wybrano ponownie na funkcję kwatermistrza kręgu Krzysztofa Skarupę. Przed głosowaniem nad wyborem członka kapituły, rada kręgu podziękowała ustępującemu z funkcji Andrzejowi Bączkowskiemu poczym przystąpiono do głosowania. Nowym członkiem kapituły wybrany został Grzegorz Witek . Po wyborach przewodniczący podziękował wszystkich i oficjalnie zakończył Walne Zebranie HKA SKIPP.

Po wyborach przewodniczący rozpoczął gorącą dyskusję na temat aktualnych problemów w ZHP. Członkowie kręgu wypowiadali się co myślą o podziale organizacji, o jej długach i pomysłach niektórych chorągwi . Szczególnym zainteresowaniem cieszyła się część dotycząca naszej chorągwi . Krąg zdecydował o wystosowaniu swojego stanowiska , które zostanie przeczytane na zjeździe chorągwi .

Z nowymi starymi władzami kręgu zakończyliśmy zbiorkę :)

Marceli

Zbiórka przedskipperowa

Jak to w poniedziałkii Skippole zbierali się w harcówce już na kilkanaście minut przed 20. Miłym rozmowom pewnie nie byłoby końca, gdyby nie to, że w okolicach 20:20 zaczęły rozchodzic się dziwne pomruki rządające rozpoczęcia zbiórki. Znaki zapytania w oczach wszystkich mówily same za siebie – odpowiedzialnego za zbiórkę nie było, albo był i mu się zapomniało. Na szczęście na ścianie wisi piękny harmonogram wykonany przez zespół programowy i jedno krótkie spojrzenie na niego wszystko wyjaśniło. Obok dzisiejszej daty jeden napis – ‘Zbiórka przedSKIPPERowa’. Chwila konsternacji i nerwowy chichot – na szczęście sytuację uratował Krzyniu i niczym prawdziwy superbohater z zimną krwią opanował sytuację. Szczegółów nie zdradzamy, ale pierwsze sprawy organizacyjne zostały już omówione, a jak dalej rozwinie się fabuła spiskowa kwietniowego SKIPPERa? To się jeszcze okaże! :)